O tym, dlaczego mój dwunastolatek chce być traktowany tak samo jak trzylatek – i dlaczego ma rację
Jest jedno słowo, które w naszym domu pojawia się częściej niż jakiekolwiek inne.
Niesprawiedliwie.
I to nie tylko z ust As-a.
Poczucie sprawiedliwości i bezpieczeństwa to jedne z podstawowych potrzeb ludzi. Przynajmniej w moim stadzie.
Ale jak to u mnie….podejście może być inne niż zwykle😊
Mój As mówi to słowo z taką intensywnością, jakby właśnie odkrył największą niesprawiedliwość wszechświata. I – co jest w tym wszystkim najciekawsze – bardzo często ma rację. Tylko że jego rozumienie sprawiedliwości i moje rozumienie sprawiedliwości to dwie zupełnie różne rzeczy.
Sprawiedliwość dla Asa jest prosta. Matematyczna. Czysta.
Jeśli coś obowiązuje jedną osobę, to obowiązuje wszystkich. Jeśli trzylatek może wejść na plac zabaw bez kolejki, to dwunastolatek też powinien móc. Jeśli siostra dostała prezent, to on też powinien dostać prezent – niezależnie od tego, że siostra miała dziś urodziny, a jego są dopiero za 6 miesięcy. Jeśli w szkole jedna osoba dostaje więcej czasu na sprawdzian, to wszystkie powinny dostać więcej czasu. Bo inaczej to niesprawiedliwe.
Dla niego nie ma tu żadnych odcieni szarości. Jest reguła albo jej nie ma.
I przez jakiś czas to mnie frustrowało.
Bo ja widziałam kontekst. Widziałam, że trzylatek jest trzylatkiem i że inne zasady obowiązują trzylatka, a inne dwunastolatka. Że siostra nie chciała mieć więcej, tylko były po prostu jej urodziny. Że inny uczeń ma problem ze wzrokiem i dlatego dostaje więcej czasu.
I dlatego wymyśliłam hasło, które w naszym domu działa teraz magicznie.
Ale zanim weszło nam w krew – tłumaczyłam. Wielokrotnie. Z różnych stron. Różnymi słowami.
I za każdym razem As słuchał. Kiwa głową. A potem mówił: ale to nadal niesprawiedliwe.
W pewnym momencie przestałam walczyć z tym, jak on rozumie sprawiedliwość. I zaczęłam rozumieć, że to nie jest wada. To jest informacja.
Bo dzieci z Aspergerem żyją według zasad. Naprawdę żyją. Nie dlatego, że są sztywne albo trudne. Dlatego, że zasady dają im poczucie bezpieczeństwa. Jeśli istnieje reguła – świat jest przewidywalny. Jeśli reguła nagle nie obowiązuje jednej osoby – świat przestaje być bezpieczny. Bo jeśli ta reguła może zniknąć, to może zniknąć każda inna.
To nie jest kaprys. To jest lęk.
I tu się zaczęło moje prawdziwe ćwiczenie.
Przestałam tłumaczyć, zaczęłam pytać, zaczęłam nazywać oraz zmieniać definicję.
Nie „bo tak jest” i nie „bo tak trzeba”. Tylko: widzę, że to dla ciebie niesprawiedliwe. I mam rację – z twojego punktu widzenia jest. Bo ty widzisz regułę i widzisz, że nie działa tak samo dla wszystkich. I to, co czujesz, jest logiczne.
A potem – i to jest ta trudna część – dodaję: przyjmijmy że świat jednak nie zawsze działa według jednej reguły. Czasem reguła jest taka sama, ale jej zastosowanie jest różne. Bo ludzie są różni. I ich potrzeby też.
To dla Asa nie jest oczywiste. Naprawdę nie jest. Ale jest do nauczenia.
I wtedy przestałam odpowiadać. Zaczęłam pytać.
Przykład pierwszy: trzylatek na placu zabaw.
As mówi: niesprawiedliwe, że on może wchodzić na tę zjeżdżalnię a ja nie.
Ja nie mówię: bo ma trzy lata, a to mała zjeżdżalnia. Zamiast tego pytam: popatrz na niego i na siebie. Jakie widzisz różnice?
As patrzy. Myśli.
– Ma mniej lat – mówi w końcu.
– Tak. Co jeszcze?
– Jest mniejszy.
– Tak. A jaki jest rozmiar tej zjeżdżalni?
– No mały.
– A Ty w jaki jesteś rozmiarze?
Cisza. As myśli.
– No dużym – mówi w końcu.
– To co się stanie, jeśli Ty wejdziesz na zjeżdżalnię? – pytam. – Przecież obaj jesteście dziećmi. Reguła ta sama.
Kolejna cisza. Dłuższa.
– No może się pode mną załamać i popsuć – mówi As. – A pod nim nie. On jest mniejszy.
– No właśnie – mówię. I nic więcej.
As siedzi z tym przez chwilę. I widzę, że coś w nim pracuje. Że to nie jest moja odpowiedź – to jest jego odpowiedź. Jego odkrycie. I dlatego zostanie.
Przykład drugi: siostra i kotlety.
As nakłada obiad i mówi: ona dostała dwa kotlety i ja dostałem dwa kotlety, więc jest sprawiedliwie.
– A gdybyś ty zjadł dwa kotlety i ona zjadła dwa kotlety – pytam – to co by się stało?
– Byłoby po równo – mówi As.
– A z nią co by się stało?
As patrzy na siostrę. Patrzy na kotlety. Myśli.
– No… ona nie zje dwóch – mówi w końcu.
– A dlaczego?
– Bo jest mniejsza – mówi As. I słyszę, jak sam słyszy to, co mówi.
– Słuszna uwaga – mówię. – Więc jeśli ona zje dwa kotlety i ty zjesz dwa kotlety – czy to jest sprawiedliwie?
Długa cisza.
– Nie – mówi As. – Bo dla niej to za dużo.
Ja się tylko uśmiecham i mówię. Masz rację.
To jest metoda, której się nauczyłam. Nie wykład. Nie tłumaczenie. Pytania.
I chcę powiedzieć wprost: to nie jest łatwe. To jest cholernie trudne. Bo mój instynkt mówi: wyjaśnij mu. Powiedz jak jest. Zaoszczędź czas.
Ale zaoszczędzony czas to złudzenie. Bo jeśli powiem mu gotową odpowiedź – on ją przyjmie. I zapomni. Albo przyjmie i nie zastosuje, bo to nie jest jego myśl. Bo nikt nie stosuje cudzych myśli.
Jeśli dojdzie do odpowiedzi sam – przez pytania, przez własne rozumowanie – to ta odpowiedź jest jego. I zostaje.
Zasada „Sprawiedliwie nie oznacza po równo. Sprawiedliwie oznacza według potrzeb” jest dobrą zasadą. Ale nie dlatego, że ja ją ogłaszam. Dlatego, że As sam do niej dochodzi. I im szybciej zaczniemy wprowadzać taki sposób rozmowy do naszych domów – tym łatwiej będzie im funkcjonować. Nie tylko w kwestii sprawiedliwości. We wszystkim.
Bo autyzm jest logiczny. I logika prowadzi do odpowiedzi – jeśli zadamy właściwe pytania.
Nie musimy mówić: bo tak jest. Możemy zapytać: jak myślisz, dlaczego tak jest?
Nie musimy mówić: bo ona ma trzy lata, a ty dwanaście. Możemy zapytać: popatrz na nią i na siebie. Co widzisz?
Nie musimy mówić: to jest niesprawiedliwe w tę stronę. Możemy zapytać: a co by się stało, gdyby było po równo?
I czekać. I słuchać. I dać Asowi czas na to, żeby sam to zobaczył.
Bo kiedy sam to widzi – to jest jego. I żaden zewnętrzny argument tego nie odbierze.
I to, czego się nauczyłam przez lata, to że nie chodzi o to, żeby As przestał walczyć o sprawiedliwość. On powinien walczyć o sprawiedliwość – bo ma w sobie jakiś wewnętrzny kompas moralny, który jest absolutnie niezawodny i szczery. Chodzi o to, żeby rozumiał, że sprawiedliwe nie zawsze znaczy identyczne.
Że czasem sprawiedliwość polega właśnie na tym, że ktoś dostaje więcej. Nie dlatego, że jest ważniejszy. Dlatego, że potrzebuje więcej.
I stąd w naszym domu powtarzane jak mantra: SPRAWIEDLIWIE NIE OZNACZA PO RÓWNO. SPRAWIEDLIWIE OZNACZA WEDŁUG POTRZEB.
I ta zasada zmienia nasze życie na lepsze. Ale zmienia też życie tych, którzy są koło nas, chociaż może nawet jej nie znają.
I tu jest ten moment, w którym muszę powiedzieć coś, co może być trudne do przyjęcia dla rodziców dzieci neurotypowych siedzących w tej samej klasie integracyjnej.
Sprawiedliwie nie oznacza po równo. Sprawiedliwie oznacza według potrzeb przede wszystkim w takich klasach jak integracyjne.
Dlatego…
As dostaje więcej czasu na sprawdziany.
As dostaje możliwość wyjścia z klasy, gdy jest przeciążony.
As ma inne zasady dotyczące niektórych aktywności.
I czy to jest sprawiedliwe?
Tak. Jest sprawiedliwe. Dlatego, że sprawiedliwość nie polega na tym, żeby wszystkim dać to samo. Polega na tym, żeby każdemu dać to, czego potrzebuje.
I wiem, że to jest slogan. Ale slogan staje się prawdą, kiedy zaczniecie go stosować w praktyce. Kiedy następnym razem wasze neurotypowe dziecko powie: to niesprawiedliwe, że on może wyjść z klasy – i wy powiecie: on wychodzi, bo jego głowa potrzebuje przerwy. Tak jak ty czasem potrzebujesz się napić wody. Czy to też jest niesprawiedliwe?
I zobaczycie, że dziecko myśli przez chwilę. I mówi: nie.
No właśnie.
A co do Asa – to powiem wam, że on sam w końcu to zrozumiał. Nie od razu. Nie po jednej rozmowie. Po setkach.
Ale pamiętam dzień, kiedy szykowaliśmy na deser lody dla niego i jego siostry. Trzy smaki: waniliowe, czekoladowe i pistacjowe. Pistacjowe lubi tylko As…i ona powiedziała, że to niesprawiedliwe, że As dostaje więcej smaków…
Na co As bez zająknięcia…
„Sprawiedliwie nie oznacza po równo…sprawiedliwie oznacza według potrzeb. Ja lubię pistacjowe, a Ty nie. Następnym razem kupimy truskawkowe, bo lubimy je oboje…”
Stałam i patrzyłam na nich z uśmiechem na twarzy i dumą w sercu…
No co? – zapytał ze zniecierpliwieniem As. Przecież sama tak mówisz…
Mówię…ale dopiero teraz zobaczyłam, że to wchodzi…
Powoli…ale wchodzi.
Co mi w tym pomogło – a co nie
Nie pomogło mi tłumaczenie kontekstu bez wcześniejszego przyjęcia jego uczucia. Kiedy zaczynałam od „ale rozumiesz, że…” – As już się zamykał, bo czuł, że jego perspektywa jest błędna. A ona nie była błędna. Była jego.
Pomogło mi zaczynanie od: widzę, że to dla ciebie niesprawiedliwe. I masz rację z twojego punktu widzenia. To zdanie otwierało rozmowę zamiast ją kończyć.
Pomogło powtarzanie jak mantrę: Sprawiedliwie nie oznacza po równo. Sprawiedliwie oznacza według potrzeb.
Pomogło mi też życie według tych zasad w domu. Naprawdę. Kiedy As widzi, że ja też stosuję się do reguł, które ustalamy razem – że nie robię wyjątków dla siebie – to mu łatwiej zaakceptować, że czasem wyjątek robi się dla kogoś innego. Bo reguła istnieje. Tylko jej zastosowanie jest elastyczne.
I jedno, czego mnie nauczył mój As: że sprawiedliwość to nie jest matematyka. To jest empatia.
On jeszcze się jej uczy. Ja też.